czwartek, 29 listopada 2012

Za co lubię jesień?

Głównie za wieczory przy kominku...Nie ma lepszego telewizora:)

piątek, 16 listopada 2012

Motyle

Jak tylko zobaczyłam ten plakat w Ikei wiedziałam, że muszę go mieć. Jest cudny! No i kupiłam.... A potem zaczęłam dopiero myśleć gdzie by go tu wpasować:)...No i znalazłam miejsce wraz ze znalezieniem biurka. Biurko zastąpiło okrągły stół, który bardzo mi się tu podobał ale ze względów zawodowych potrzebne było nam  miejsce gdzie można by kogoś "na szybko" przyjąć. Zatem stół wywędrował na piętro i na razie przy nim szyję, a biurko i plakat z motylami rozgościły się na dole i teraz wygląda tak:
Brakuje jeszcze fotela bo tymczasowo zastępuje go ...krzesło. Mam nadzieję, że wkrótce znajdę jakiś ciekawy egzemplarz.
Było tak: zdj. M.Czechowicz dla MM
Miłego weekendu!

środa, 14 listopada 2012

puszkowo - nalewkowo

Przy pomocy lnu, grafik i dobrych chęci zamieniłam puszkę niemal taką:
 w taką:
Przyjemna była to praca....Widać na zdjęciach zaczęłam już piec pierniczki; część poszła do natychmiastowego 'zużycia':) ale większość robiłam jednak z myślą o zawieszeniu na choince. Wolałam się zabrać za to wcześniej, gdyby potem coś mi wypadło. I juz kolejna porcja ciasta piernikowego zrobiona dojżewa.. 
 A jak już miałam len w rękach to na szybko oprawiłam stylizowane na stare karty z Ikei, które bardzo lubie:
 Jakoś w tym roku zapas spirytusu na nalewki przerósł moje zwykłe zużycie -nie żebym się nie cieszyła- i po nalewkach wiśniowych oraz malinowych nastawiłam cytrynową. Jest pyszna, naprawdę polecam!
Przepis z Werandy Country:
LIMONCELLO:
*litr spirytusu
*6 szklanek wody
*600 gram cukru
*7 cytryn
Cytryny wyszorować, spażyć, obrać cieniutko tak by nie została na skróce biała część. Zalać skórki spirytusem, odstawic na 7dni w ciemne miejsce
Zagotowac syrop z  soku z cytryn, wody i cukru, ostudzić, zmieszać ze spirytusem, odstawić na dobę. Przefilrować przez gazę i rozlać do butelek. Im dłużej stoi tym lepsza

środa, 17 października 2012

wtorek, 16 października 2012

Dynie

Jesień nadeszła, nawet nie wiem kiedy...ciągle zmagam się z codziennymi obowiązkami, dziećmi, własnym zmęczeniem. Padam na twarz,. W domu sporo zmian zaszło oczekiwanych i nie, ale czasu brak na obfotografowywanie wnętrz i pisanie postów...Bardzo na serio rozważam zamknięcie bloga. Czasu mi brak, sił mi brak, chęci mi się kończą...Często zasypiam sama usypiając dzieci i może nie byłoby tak źle, gdyby dawały mi w nocy pospać...ale nie dają...a to katar, a to kaszel (no tak jesień), albo jedno i drugie u jednego i drugiego, albo zęby idą, albo coś się śni, albo "mamo siku", itd, itp...Właśnie uświadomiłam sobie że, dokładnie 4lata temu zaczęłam prowadzić tego bloga....echh jak ten czas pomyka...
Siłą woli próbuje jeszcze pisać i pocieszam się, że zima idzie i mniej pracy w związku z tym w ogrodzie, więc może i blog ożyje...
W domu rozpanoszyły mi się pięknie dynie ozdobne z własnego ogrodu-może uda mi się w końcu coś tu pokazać, a tymczasem chciałam Wam donieść o fantastycznej wrocławskiej imprezie, która odbyła się w tym roku 14 października, a chodzi o Festiwal Dyni. Byliśmy pierwszy raz i było naprawdę świetnie; impreza w pięknym otoczeniu Ogrodu Botanicznego, poza rzeźbami dyniowymi, które stanowią główną atrakcję były także konkursy na najcięższą dynie, (416kg lub 419kg nie pamiętam dokładnie ile ważyła najcięższa), konkursy dla dzieci na rzeźby, sporo wystawców z przetworami dyniowymi, dekoracjami. Szkoda tylko ze impreza trwa jedynie jeden dzień. A oglądających naprawdę masa! Kilka migawek:
 Stoisko, które urzekło mnie zupełnie: te "różyczki" w koszu to wyrzeźbione dynie, tu  nawet przetwory są małym dziełem sztuki. Cudne!
Niestety kolejna impreza dopiero za rok..(
Miłego wieczoru

środa, 5 września 2012

Dobre Rady

Miło mi donieść, ze znowu pojawiłam się w WIELKIM ŚWIECIE, che, che. Tym razem artykuł o naszym domu w październikowych DOBRYCH RADACH. Fajna i sympatyczna przygoda a na pewno bezcenna pamiątka dla nas:) Kto ma ochotę zapraszam na stronę 45:)
 Ale żeby nie było, że się lenie; o nie! Wręcz przeciwnie-dzieci pochłaniają moja energie obecnie niemal całkowicie:))). Staram się choć trochę jej spożytkować na przetwory, których już sporo mam w zapasie, ale o tym może w następnym poście. Dziś zaś pokaże szybko co udało mi sie w tzw międzyczasie zrobić na pewne specjalne zmówienie: szkatułka jaką pokazywałam w Moim Mieszkaniu, oraz dwie spersonalizowane:)
 Poza tym mam w domu przedszkolaka!!! Ciesze się tym faktem, choć nie spodziewałam się ze jego pragnienie kontaktów z rówieśnikami jest tak ogromne. Codziennie walczymy nie z płaczem a z histerią gdy trzeba iść do domu; Michał jedyny wchodzi rano do grupy uśmiechnięty od ucha do ucha a przy pobudce na hasło przedszkole zrywa się natychmiast i już myje ząbki....Ech, pani twierdzi ze jest to wyjątkowy egzemplarz....no cóż, pozostaje mi tylko skromnie potwierdzić:) i wymyślić sposób na to by spokojnie opuścić przedszkole.... 

piątek, 27 lipca 2012

Skrzynka i klatka

Udało mi się upolować w klamociarni fajną skrzynie z kółkami na zabawki dla dzieci. Oczywiście trochę przy niej pogrzebałam i zmieniłam w to:
z tego:
 Jak widać skrzynia ma również oryginalnie wieko, którym można przykryć bałagan i służy za siedzisko. Uszyłam więc biały pokrowiec, zaczęłam malować na nim ciuchcię i ....szybko zrezygnowałam: pokrywa leży  rzucona w kąt, bo dzieci ciągle coś tam wyciągają i wkładają, wiec o przykrywaniu i odkrywaniu mowy nie ma. Darowałam sobie. I im:)
w akcji:
 Za 5zł(!!!!)wypatrzyłam klatkę z delikatnych drewnianych patyczków. Trochę musiałam ponaprawiać i chciałam przemalować na biało, ale dopadły mnie wątpliwości, bo przecież nie będzie wówczas zupełnie widać tego fajnego surowego drewna....No i narazie stoi sobie o tak:
 Kto tu zagląda może dostrzeże zmianę za stołem: zniknęła wiekowa kanapa a zastąpiły ja prawie nówki nieśmigane  (a jakże-recycling everywhere!!!) 2 wiklinowe, pełne urody, fotele!
o tej kanapie mowa:(zdj.M.Czechowicz)
Miłego weekendu Wam życzę! Ja uciekam przed skwarem na wieś-tam mi będzie jak w niebie:). Do miłego zatem:)

sobota, 21 lipca 2012

wracam do wnętrz

Całą moją parę i pomysły inwestowałam przez ostatnie miesiące w ogród. Z efektów jestem już zadowolona, mam nadzieję, ze za lat 10 -gdy wszystko się rozrośnie -będe jeszcze bardziej:) W domu czeka kilka rzeczy do zrobienia, pomysłów sporo tylko czasu brakowało. Postanowiłam na pierwszy ogień wziąć szafkę, którą dostałam od taty; podobała mi się bardzo ale cała w czerni nie chciała się wpisać w salon. Przemalowywać na biało tym razem nie chciałam:) Miała podpasować pod kącik z mosiężnym świecznikiem. Przy okazji sesji do MM poradziłam się stylistki p. Joli Musiałowicz(pozdrawiam serdecznie!!!!) co by tu z nią zrobić, bo pomysłu brakowało tym razem. Poradziła pokryć płatkami złota szufladę oraz nóżki. Poszłam tym tropem i wyciągnęłam złotą farbę +2patyny (miedzianą i zieleń) i udało mi się niemal zrobić ją w identycznym jak świecznik kolorze pokrytego śniedzią mosiądzu. 
A tak wyglądała na początku, choć nie do końca, bo tu już przy szufladzie zaczęłam grzebać; wcześniej całość była czarna
Nie mogę się nacieszyć mieczykami, które hoduję pierwszy raz i rosną mi przepięknie w dodatku w uwielbianym przeze mnie kolorem kwiatów, czyli limonkowym. I żeby było jasne: nie uważam zakwitnięcia mieczyków za szczególne ogrodnicze osiągnięcie, poprostu ten kolor mnie zniewala....:)
No i jeszcze hortensja grandiflora, która zrobiła mi niespodziankę bo miała być biała a jest...limonkowa:) Na razie kwiaty ma jeszcze małe, ale czekam cierpliwie, aż się rozrosną...
No i jeszcze z radości chyba że słońce i ciepło wreszcie, przytachałam do domu gałąź po wiosennej wycince orzecha i zrobiłam sobie w korytarzu drzewko do dekoracji różnorakich. Na razie ze ...słonecznikami, jako że lato w pełni:)))
Pozdrawiam słonecznie!!!

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Wiosennie

Ech blog kurzem zarasta na szczęście w przeciwieństwie do ogrodu, który zakwita:)Przede wszystkim wpadając tu na chwilę po dłuuugaśnej przerwie bardzo, bardzo serdecznie dziękuje, za wszystkie komentarze do poprzedniego posta!!! Przepraszam wszystkich, którzy pisali do mnie i odpowiedzi ni widu ni słychu...Kochani naprawdę nie wyrabiam: postanowiłam całe swoje siły rzucić na ogród i zaprojektować oraz doprowadzić go do stanu jaki sobie wymarzyłam. Droga to długa i wymagająca olbrzymiej pracy a ja mam tylko dwie ręce i 10arów do obrobienia. Oraz dwoje maluszków, które wymagają więcej uwagi niż ogród. I męża. I dom o który trzeba zadbać. I psa, którego sierść urosła już do rangi mojego wielkiego wyrzutu sumienia...A wolną chwilę, którą udało nam się złapać wykorzystywaliśmy na szukanie w necie miejsca na letni odpoczynek  I udało nam się, ale o tym może kiedy indziej:)
Tak czy owak przepraszam za brak odpowiedzi na maile i obiecuję poprawę: napisze niebawem!
A skoro o ogrodzie mowa to muszę się pochwalić zdobyczami, o których nawet marzyć nie śmiałam, a mąż mi przytargał do domu: Włala!!!4 piękne metalowe krzesła z oparciami +2 bez
Wypatrzył za płotem u mechanika i wymęczył, wyprosił właściciela by odsprzedał. Na razie trochę plątają sie po ogrodzie ale na pewno w końcu znajdą swoje miejsce:)
Kolejna ze zdobyczy to -tym razem na klamotach-2 tary , które zawisły sobie na ścianach jako ozdoba
No i jeszcze takie małe cuś...Nie wiem co to ale po zabiegach mocno odświeżających pasuje mi do holu wejściowego

Miłego wieczoru Wam życzę!