sobota, 8 listopada 2008

Poduchy

Zapragnęłam mieć koronkowe poduchy, ale oczywiście uznałam, że chwilowo nie zakupie bo są ważniejsze wydatki. Tak za mną jednak "chodziły", że złapałam za materiał, uszyłam poszewki i wygrzebałam z szafy serwety szydełkowe. Najpierw poduchy leżały na sofie z koronkami jedynie narzuconymi aż dzis w końcu znalazłam trochę czasu i je przyszyłam (czytaj: nie zasnęłam i mogłam coś zrobić:))
Z efektu i swej gospodarności :D jestem zadowlona. Zdjęcia jakieś żółtawe, ale średni ze mnie fotograf a szaruga za oknem nie sprzyja fotografowaniu.

W woreczku płatki kwiatów zbierane latem i suszone a potem zlane olejkiem. Woreczek przyozdobiłam decoupagem. Musze sobie ich uszyc wiecej, ten ma jakies 2 lata i ostał mi się jedyny, pozostałe się rozeszły:)

Z wycieczki po lesie przytargałam troszkę mchu i na szybko przyozdobiłam stół w przedpokoju.


P.S. Zgłaszają sie do nas (w pracy) ludzie, którzy na siłę póbują uczyć swoje 3letnie dzieci języka obcego...Mam bardzo negatywne odczucia; z każdym zgłoszeniem, nauczona już doświadczeniem, wiem że skończy sie to wielkim płaczem bądź w najlepszym wypadku stresem dziecka...Czy ludzie powariowali??? Toż to dzieciaczki , które ledwie co mówią w ojczystym języku , boją sie/krępują obcej pani lektor choćby stawała na rzęsach.... Rozumiem nauczanie 5,6 latków ale 3latka??? Za każdym razem konczy sie to katastrofą. Czy to niespełnione ambicje rodziców? Czy powodują nimi pozytywne pobudki? Ale jeśli tak to gdzie jest granica wyścigu szczurów?

7 komentarzy:

Keri pisze...

Mam takie same odczucia jak Ty, to zdecydowanie za małe dzieci, moja znajoma bardzo mnie namawiała żebym zapisała mojego 2,5 letniego malucha na język, bojej córka chodzi od 2 roku życia. Ale szczerze powiedziawszy mnie to nie interesuje że chodzi ja nie uważam to za dobry pomysł, nie dość że moje dziecko mówi tyle co nic, to chyba tak jak mówisz nauka 5, 6 latka jest wystarczająca. co innego jak dziecko wychowuje się w rodzinie dwujęzycznej to wtedy to jest normalne że umie dwa języki, ale w tym wieku? faktycznie ludzie pogłupieli. Za niedługo wyjdzie pewnie jakś pomysła puszczania kaset w języku obcym noworodkom, to już chyba pękne ze śmiechu.
pozdrawiam serdecznie

li. pisze...

Poduchy świetne.A co do nauki języków-kiedy moja starsza córka chodziła do szkoły Helen Doron, wówczas prowadząca opowiadała o nauce języka rocznych dzieci.

joanna.ka pisze...

Nasi znajomi postanowili, że od urodzenia tata do Mai będzie mówił tylko po angielsku,a mama po polsku. Byliśmy u nich, gdy mała miała 2 lata i nie należała do rozgadanych dzieci,ale na szczęście rozumiała tatę ;)
Jednak ich (z naciskiem na ojca) nadgorliwość poszła dalej - książeczki i bajeczki też anglojęzyczne! Jasne, że ugryzłam się w język i nie skomentowałam tego, co myślę: kiedy dziecko ma poznać polskie bajki i wierszyki?

Asiu, juz obawiałam się, że na poduchy poszły wszystkie serwety - ale widzę (na stole) jeszcze się coś uchowało bardzo ładnego.
Z mchem super pomysl - zainspirowałaś mnie - we wtorek jadę do lasu:))

aneta pisze...

a ja mysle inaczej. dla dziecka wazne jest zwyczajne osluchanie sie z jezykiem. absolutnie nie musi w wieku 3 lat rozmawiac w obcym jezyku.
mieszkalam 8 lat za granica i zauwazylam, ze trzylatki swietnie przyswajaja wiecej niz jeden jezyk, pod warunkiem, ze jest to dla nich naturalne, czyli dzieje sie od samego poczatku ich przygody z mowa :)

anne pisze...

fajn poduchy :)
jestem w trakcie dziergania serwetek by ozodbić swoje, bo są "nierozmiarowe" 32x32 cm i w dodatku zależy mi na kolorze beżowym a w sprzedaży same białe...

Asiu, Twoje wyszły piekne :))

anne pisze...

dekoracja stołu wymaga oddzielnego komentarza :))
piękna, ekologiczna, czyli takie jakie lubię najbardziej :))

Alicja pisze...

Witaj,
Poduchy takie jak lubię:),
mech jak widać też bardzo wdzięczny jako deco--tworzywo!
A co do nauki języka obcego - z tego co wiem - tylko w rodzinach faktycznie dwujęzycznych rodzice mogą/powinny mówić każde we własnym języku.
Moim zdaniem lepiej nie szaleć ze zmuszaniem do nauki języka maluchów, jak dzieciak podrośnie i będzie miał kilkanaście lat - niech wyjedzie sobie na rok do szkoły za granicę i da mu to o wiele, wiele więcej. A jak się policzy koszty tych nauk w kraju przez lata to wersja 'wyjazdowa' nie prezentuje się wcale tak nieosiągalnie lecz całkiem porównywalnie. Inną sprawą jest, że w dzisiejszych czasach rodzice wolą zapewniać zajęcia zamiast poświęcać dziecku własny czas czują się usprawiedliwieni a nawet dowartościowani, bo przecież tyle robią dla dziecka... hmmm...
Pozdrawiam Cię ciepło!