piątek, 21 listopada 2008

Frezje w wazonie a za oknem śnieg...

Dostałam dziś od K. taką piękną wiązankę frezji. Bez okazji. Z miłości:D
Zapach roznosi się cudowny....

Wolę taką wiązankę kwiatów niż gotowe bukiety, które są różnej urody....Tak jest sielsko i naturalnie:)

czwartek, 20 listopada 2008

Krzesła

Dostałam 2 takie krzesła.
Jak widać wymagały renowacji, zwłaszcza siedzisko. Odnowiłam jak umiałam; jestem całkowitym "lajkonikiem" :) w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że nie wyszło źle.
Sąsiedzi mieli chyba niezły ubaw jak mnie widzieli na tarasie w masce zrobionej ze zwiniętych ręczników, by nie wdychać oparów:)


Narazie krzesła wylądowały w piwnicy, bo mimo iż już ponad tydzień wietrzyły się na tarasie, ciągle czuje smród chemii. Muszą więc poczekać nim staną w przedpokoju albo aż minie mi wrażliwość na zapachy, albo aż wywietrzeją

wtorek, 18 listopada 2008

Ogień

Zimne dni uwielbiam z jednego powodu; możemy siedzieć przy kominku. To była najlepsza inwestycja w naszym domu!
Jest w nim coś pierwotnego; mogę siedzieć i godzinami patrzeć na igrające płomienie. Magia. Działa na mnie błogo, uspokaja.
Ogień, książka, lampka wina, K. obok - niemal jak SPA!:)

poniedziałek, 17 listopada 2008

"Wszystko czerwone"

Zmieniłam kolory w salonie, bo tamte zielenie stanowczo zbyt wiosenno-letnie były.
Kupiłam świece, pled za 13zł w Ikei, uszyłam poszewki na poduchy, przyozdobiłam znowu koronkami i oko me się raduje:)
Dlaczego kobiety tak kochają zmiany? Mała rzecz a cieszy...:)

Boki foteli nadal nie pomalowane... Zajmowałam sie szlifowaniem krzeseł, a teraz zimno na balkonie...Muszą jeszcze trochę wytrzymać.




P.S."Wszystko czerwone " - moja ulubiona książka Chmielewskiej. Tak jakoś mi sie skojażyło:)

sobota, 15 listopada 2008

kreatywnie na L4

Powinnam odpoczywać, spacerować, leżeć...Dopiero kilka dni zwolnienia mija a ja nie mogę usiedzieć; po chwili zaczyna mnie nosić. Dziś jednak przesadziłam, skończyło się bólem; uspokajam się od natychmiast choć nie wiem jak sobie radzić z energią, która roznosi. Od leżenia tylko pomysły do głowy przychodzą, które trzeba natychmiast zrealizować:)
Doszłam do wniosku, że czas zmienić wianek jesienny i przystroić zimowo. 10minut pracy i oto efekt.

I z szerszej perspektywy:

piątek, 14 listopada 2008

Śpiewak

Atmosfera przedświąteczna włąściwie już zaczęła się....Muszę zacząć myśleć o prezentach a tu pustka w głowie...
Skoro Święta to anioły; mam ich w domu kilka, muszę je kiedyś ofocić. Ten jest moim ulubionym i największym. Choć inne anioły eksponuję bardziej właśnie na okres Świąt, Śpiewak ma swoje całoroczne honorowe miejsce na kominku:) Słodki jest!:D


czwartek, 13 listopada 2008

16tydzień4dni

Od dziś jestem na L4:(((
A planowałam pracować najdłużej jak się da!:( Plany...tiaaa...
Baaardzo się przestraszyłam, ale K. pociesza mnie, że jak będe brać leki oraz wyraźnie zwolnie tempo to macica się uspokoi....Oby ....
Cała reszta przestała mieć znaczenie

wtorek, 11 listopada 2008

Błogi dzień...

Dawno nie byliśmy na jednodniowym wypadzie Dokądkolwiek z powodu pracy K. Uwielbiamy jeździć autem, śmiejemy sie, że uprawiamy turystykę samochodową:) Postanowiliśmy wykorzystać piękną pogodę oraz wolny czas i wybrać sie gdzieś.

Spodobał mi się kościół w Trestnie, o którym pisała Sara z http://personalbreslau.blogspot.com/
Postanowiłam go zobaczyć i wyruszyliśmy na wycieczkę. Saro miałaś rację: kościół jest przeuroczy! Jego urody naprawdę nie oddają zdjęcia; cudowna dzwonnica, piękne okna, zadbany ogródek. Przyjemnie tam, cicho i spokojnie.



Pies też skorzystał z uroków pogody i mógł zrobić to co kocha najbardziej: pływać i aportować. Co prawda śmierdziało potem w aucie mokrym niedźwiedziem :D, ale ważne że Fred szczęśliwy a my z nim



K.-fan motocykli, właściciel turystycznej Hondy, odkrył tor motocrossowy i teraz intensywnie myśli jak mnie przekonać do zakupu KTMa...:) I tak od 8lat....:)

Bardzo miły to był dzień...Spokojny, leniwy....A ja po kilku latach sięgnęłam po tomik wierszy Twardowskiego i odkrywam je na nowo...

Naprawdę szkoda, że dziś się już kończy...

"Rachunek dla dorosłego"

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebys nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu

Jan Twardowski


P.S. Zygocactus (grudnik) kwitnie jak szalony miesiąc wcześniej niż powinien

poniedziałek, 10 listopada 2008

Podkładki

Właśnie wróciłam z PLUSa ze zdobyczą w postaci podkładek świątecznych z filcu za 2 zł!!!!
Wczoraj gościliśmy sąsiadów i przy domowej roboty winku (ja przy soczku...) rozprawialiśmy o drobiazgach. A. podzieliła się wiadomością, że nasz osiedlowy sklep PLUS (w którym nigdy wcześniej nie byłam:)) jest dziś zamykany i w związku z tym zapowiedziano ostateczną wyprzedaż. Postanowiłam tam dziś zajżeć bez wielkich nadzieji na Zdobycze. Moje zainteresowanie skończyło się tam na tych podkładkach. Bardzo mi sie podobają; filc porządny, gruby no i będzie pasował do wystroju światecznego, bo coś mi sie klimaty sielsko-wiejskie kołaczą po głowie...(Choć to akurat może się jeszcze zmienić...:))


sobota, 8 listopada 2008

Poduchy

Zapragnęłam mieć koronkowe poduchy, ale oczywiście uznałam, że chwilowo nie zakupie bo są ważniejsze wydatki. Tak za mną jednak "chodziły", że złapałam za materiał, uszyłam poszewki i wygrzebałam z szafy serwety szydełkowe. Najpierw poduchy leżały na sofie z koronkami jedynie narzuconymi aż dzis w końcu znalazłam trochę czasu i je przyszyłam (czytaj: nie zasnęłam i mogłam coś zrobić:))
Z efektu i swej gospodarności :D jestem zadowlona. Zdjęcia jakieś żółtawe, ale średni ze mnie fotograf a szaruga za oknem nie sprzyja fotografowaniu.

W woreczku płatki kwiatów zbierane latem i suszone a potem zlane olejkiem. Woreczek przyozdobiłam decoupagem. Musze sobie ich uszyc wiecej, ten ma jakies 2 lata i ostał mi się jedyny, pozostałe się rozeszły:)

Z wycieczki po lesie przytargałam troszkę mchu i na szybko przyozdobiłam stół w przedpokoju.


P.S. Zgłaszają sie do nas (w pracy) ludzie, którzy na siłę póbują uczyć swoje 3letnie dzieci języka obcego...Mam bardzo negatywne odczucia; z każdym zgłoszeniem, nauczona już doświadczeniem, wiem że skończy sie to wielkim płaczem bądź w najlepszym wypadku stresem dziecka...Czy ludzie powariowali??? Toż to dzieciaczki , które ledwie co mówią w ojczystym języku , boją sie/krępują obcej pani lektor choćby stawała na rzęsach.... Rozumiem nauczanie 5,6 latków ale 3latka??? Za każdym razem konczy sie to katastrofą. Czy to niespełnione ambicje rodziców? Czy powodują nimi pozytywne pobudki? Ale jeśli tak to gdzie jest granica wyścigu szczurów?

czwartek, 6 listopada 2008

Lustro

W naszej sypialni stoi lustro po Pradziadkach ze strony Mamy. Pradziadkowie z dziećmi przyjechali z tzw Centrali na Ziemie Odzyskane; zamieszkali w domu po Niemcach, w którym było wiele pieknych przedmiotów. Babcia opowiada o księgozbiorach, którymi palono w piecach, etażerkach , które spotkał podobny los....Żal mi serce ściska gdy sobie o tym myśle. Ale to działo sie przecież codziennie wówczas na polskiej wsi....Z domu Prababci pamietam jeszcze piękny zegar, wielki jak to lustro, którego niestety babci nie udało sie uratować przed Jej bratem, który odsprzedł go komuś za pół litra....:(

Ciesze sie, że mam choć to lustro; było w opłakanym stanie, ale po odrestaurowaniu prezentuje sie godnie.



wtorek, 4 listopada 2008

Belki-premiera:)

Oto nasze wyczekane belki rustykalne w przedpokoju niedługo po zamontowaniu; widać jeszcze kliny podtrzymujące, no i foty na szybko robione więc jakość średnia i otoczenie też nie do końca uporządkowane. Zwisające kable doczekają się mam nadzieję już niedługo oświetlenia.
Wchodząc do domu odczuwamy teraz optyczne obniżenie sufitu, ale polepszyło to proporcje pomieszczenia (tak mi się wydaje...)

Belki dość szerokie bo 20cm, długie na 2.4m, są rozstawione w równych odległościach od siebie choc wygladaja tutaj jakby tak nie było:)


Jak juz kupie lampy to postaram sie zrobić ładniejsze zdjęcia:)

poniedziałek, 3 listopada 2008

metafora...:)

Fred wygląda tu na wykończonego jak ja po minionym weekendzie...Było baaardzo przyjemnie ale padam. Pomimo, że dopiero 21h idę spać...

P.S. Wnioski poweekendowe: muszę wziąść się za porządne odświeżanie i szlifowanie angielskiego. Samym niemieckim (choćby nie wiem jak dobrym) już nic nie zdziałam! (Może publiczna deklaracja mnie zmotywuje, hehe)

wtorek, 28 października 2008

Przodkowie...

Uwielbiam zdjęcia!!! I te bardzo stare i te współczesne. Nie mogę sie przekonać do cyfrowych, choć cyfrówką posługuje sie kilka lat, jednak oglądanie zdjęć na komputerze to zupełnie co innego niż oglądanie ich na papierze. To taka sama różnica jak czytanie książki i ebooka...
Robiąc porządki w piwnicy przypomniałam sobie o "malunkach" dziadków i ojca mojego M. Śmieszne są...Takie słodkie, wyidealizowane, kiczowate i ...fajne. Prawie jak jelenie na rykowisku:) Muszę im znaleźć odpowiednie ramy.


Postanowiłam je zawiesić na naszej klatce schodowej, która jest dość potężna i wisza już tam inne zdjęcia troche z braku innego pomysłu na ta przestrzeń ale przede wszystkim dlatego , że foty wieszałabym najchętniej wszędzie!:) Są tam nasze współczesne zdjęcia na ścianie frontowej oraz na bocznej zdjęcia przodków moich i mojego M.
Musze im też już zmienic kolor i/lub styl ram, bo te opatrzyły mi się.







Tych właśnie zdjęć użyłam do ozdobienia lustra, starego, walającego sie w garażu. Ścieranie do żywego drewna, skany, bejca, patyna, troche kombinacji postarzających i mam sentymentalne lustro:)
Lubię je

A skoro o przodkach mowa; z tego poniżej śmiejemy sie , że to nasz przodek austryiacki:) Znaleziony na jednej z wiedeńskich ulic, porzucony, postanowiłam zabrać go ze względu na ramę, obraz zaś zamierzałam wywalić. Potem zawiesiłam i tak sobie wisi a mnie żal wyrzucać jakiegoś pana szlachcica(???)
P.S. Mamy je!!!!!Wczoraj dotarły belki rustykalne! Huuuraaa!!! Jeszcze tylko odpowiednie kinkiety musimy kupić i i nareszcie będziemy mogli skończyć nasz sralono-przedpokój. M. jakoś mniej sie cieszy na myśl o montażu....ale w ferworze pracy, po dzisiejszym malowaniu sypialni, na pewno zrobi to raz, dwa, trzy....!!!Prawda Mężusiu:D:D:D?

piątek, 24 października 2008

Metamorfoza

Mamy takie oto cudo - sofa + 2 fotele, które należą do teściowej i których chwilowo pozbyć sie nie możemy...
Postanowiłam coś z tym fantem zrobić, bo patrzeć nań nie mogłam. Zarzuciłam na sofe narzutę kupioną kiedyś za 20zł w lumpeksie:) do tego kupiłam narzutę w Ikei, pociełam i uszyłam pokrowce na fotele. Dodałam poduszki i jest o niebo lepiej.
Planuje jeszcze pomalować części drewniane zestawu albo na ciemny brąz (jak stolik) albo na biel...Mam zagwostkę, który kolor wybrać...

Marzy mi się zamiast tego cudnej urody zestawu sofa biała EKTORP (moze narożna...) z Ikei. Nawiedzają mnie jednak wątpliwości czy to dobry pomysł, bo po pierwsze primo dziecko, które niebawem:) po drugie primo pies...Więc nie wiem czy sofa w bieli z materiału mnie nie wykończy....:) Musze jeszcze przemysleć.

Hmmmmm...Teraz patrze na fotki i stwierdzam, że musze chyba ściągnąć tą serwetke ze stolika...

środa, 22 października 2008

"Ładne słowa to"

Dostałam kilka tygodni temu od Mężusia płytkę Marii Peszek "Maria Awaria". Słucham namiętnie! Jest świeeetna! Oprócz cudownej muzyki (maczał tu palce w głównej mierze A.Smolik więc lepszej rekomendacji nie trzeba) ta płyta to znowu zabawa Marii słowem. Jest bardzo dobra w słowotwórstwie, te jej zbitki wyrazów, skojażenia.."poliż mnie, I'm Polish, albo jeśli wolisz możesz mnie posolić, albo wy...miętolić":)
Nie jestem dobrym recenzentem, nie potrafię wszystkich odczuć ubrać w ładne słowa, ale jest to muzyka której chce mi się ciągle słuchać i wsłuchiwać. Nie rozumiem opinii, że jest wulgarna i tego świętego oburzenia niektórych. Na ulicach słyszę wielokrotnie gorsze słownictwo i nikogo to nie wzrusza...
No i ten vocal...Podoba mi się bardzo!

Odpowiadając na pytania o przepis na ciasteczka z poprzedniego posta:)
Bardzo prosze:
2szkl płatków owsianych
1/2 szkl cukru
1/2 szkl mąki
1 jajko
śmietany do wyrobienia ciasta (zależy od ilości sypkich składników, ok1/2szkl)
1/2 roztopionej i ostudzonej margaryny
słonecznik, orzechy, sezam, migdaly, dynia...cokolwiek:)

Wszytsko wyrobić na masę-wychodzi konsystencja trochę jak mięso mielone:). Formujemy ciasteczka i na blache wyłożoną papierem do pieczenia na 180 stop. na ok 20-30minut. Gotowe:)

Mozna zastosować różne warianty jeśli chodzi o składniki; robiłam juz tylko ze słonecznika + rodzynki, bo nic innego akurat nie posiadałam na składzie. Te wczorajsze są z orzechów włoskich, ziemnych i słonecznika.
SMACZNEGO

wtorek, 21 października 2008

Słomiana wdowa...

Gdy MŻonek wyjeżdża, nowoczesna żona nie siedzi w oknie z chusteczką i nie płacze z rozpaczy, tylko urządza sobie domowe SPA...peelingi, depilacje, kremowanie, balsamowanie, itp, itd...Cudnie jednym słowem! Do pełni szczęścia brakowało mi tylko lampki czerwonego wina...To jedyna rzecz której mi brakuje w ciąży, w dodatku tak baaardzo....
Potem łóżeczko, książka....Cóż więcej chcieć?

tak było wczoraj...
Gdy zaś M. wraca na włości dobra żonka przygotowuje oprócz kolacji pyszne i zdrowe ciasteczka orzechowe:) (rymnęło mi się:))


Dobranoc:)